Sadownictwo współczesne vs tradycyjne czyli dokąd to wszystko zmierza?

W poprzednim tygodniu spędziłem kilka dni obierając czereśnię która rośnie sobie odkąd pamiętam u mnie na placu. Rok do roku daje tyle owocu że pozbieranie go to nie jest kwestia jednego dnia no jak by się uprzeć to by się dało ale głupio też skakać po drabinie będąc zmęczonym .

I tak zbierając pomyślałem sobie: drzewo zajmuje na placu jakieś 16-20 m2 co roku wisi na nim dobre 200-300kg owoców co w niczym nie odstaje od plonów na takiej plantacji. Robić przy nim nie trzeba wiele. Co jakiś czas przyciąć gałąź jak wychodzi na pole rolnika.

Żadnych oprysków żadnego problemu a przycinane gałęzie w przeciwieństwie do chabinek z takich sadów, grube i nadające się do ogniska. Drzewo jest silne wytrzyma niejeden silny wiatr i ciężkie warunki. Nie zmarznie zimą, nie uschnie nawet gdy są susze bo jego korzenie sięgają głęboko. Nigdy nie choruje. Owoce nie mają żadnych robali. Są duże i mega smaczne.

Szpaki? szpaki są wrogiem chyba każdego sadownika który uprawia czereśnie :D I oczywiście i moje drzewo nawiedziły. No ale drzewo ma 10 metrów, a szpaki są strachliwe. Mają taktykę zaczynamy od góry. Zanim więc dojdą na dół to potrafi minąć tydzień. Małe drzewka? Opędzlują w 1- 2 dni. Gdzie więc ta wielka wydajność współczesnych plonów? jaki jest sens prowadzić w ogóle schemizowane wielkoobszarowe rolnictwo oparte an tych skarłowaciałych drzewkach? Czy ta praktyka naprawdę bierze się z jakichś racjonalnych przesłanek czy też jak wszytko dziś jest wynikiem podszeptów osób które tak naprawdę chcą jak najwięcej na rolniku zarobić?

No bo wiadomo. Sadownik który sadzi jak na obrazku musi: - zasadzić, - pielęgnować. - chronić przed szkodnikami co zazwyczaj oznacza spryskać - chronić przed chorobami co również oznacza spryskać - chronić przed suszą bo małe drzewka są na nią podatne i łatwo usychają - chronić przed mrozem bo małe drzewka łatwo potrafią zamarznąć. - przycinać żeby nie urosło za duże a z przycinania powstają mało przydatne chabaniny - no i w końcu chronić przed ptactwem co przy niskich nasadzeniach jest trudne bo szybko mogą być spustoszone.

Tyle wysiłku kiedy zamiast tego można co? A no właśnie... nie robić nic przez cały rok : Po prostu gdy nadejdzie czas zbiorów odpowiednio wcześnie zjawić się na drzewie przed szpakami i cieszyć się obfitym plonem.

W końcu mamy estetykę krajobrazu. Ktoś widać miał podobne rozważania bo tego samego dnia co siedziałem na drzewie i sobie zbierałem to wpadłem właśnie na taką grafikę jak poniżej. Warto sobie zadać więc pytanie, co wolimy? Obrazek po lewej czy po prawej?

Ja myślę że to pytanie retoryczne.

No i właśnie, duże rozłożyste drzewo sprawia że jest pod nim miejsce aby rosła tam trawa zioła i pasły się zwierzęta. Zwierzęta które są za małe żeby np obgryźć zdziobać czy tez zniszczyć plony bo pierwsze gałęzie są wysoko. W przeciwieństwie do małych drzewek które np koza obgryzie a krowa połamie.

Dla mnie jest to więc nie do pomyślenia jak z obrazka po prawej doszliśmy do obrazka po lewej. Czy ludzie do tego stopnia dali się ogłupić że nie widzą wyraźnego braku logiki w takim postępowaniu? Przynajmniej nie dla samych sadowników bo oczywiście przemysł produkujący opryski, narzędzia czy też inne środki, tą logikę zapewne widzi. Widzą ją też supermarkety i scentralizowany monokulturowy przemysł. Ludzie którzy chcą mieć szybki zysk i kontrolę. Pytanie tylko czy w takim świecie chcemy żyć?

Pozdrawiam i zachęcam do przemyśleń

Komentarze

Ładuję komentarze…